ikamien.pl • Czwartek [12.02.2026, 19:52:09] • Gmina Międzyzdroje

Dziki mają park. Dlaczego stołówkę znalazły na terenach zabudowanych? Kto powstrzyma inwazję dzików?

Dziki mają park. Dlaczego stołówkę znalazły na terenach zabudowanych? Kto powstrzyma inwazję dzików?

fot. ikamien.pl

Mieszkańców Międzyzdrojów, Wapnicy czy Lubina nie interesują procedury i kompetencje. Interesuje ich jedno - dlaczego dziki regularnie wychodzą z lasu i urządzają sobie wyżerkę na prywatnych posesjach i miejskich terenach niszcząc wszystko co popadnie. Skoro to zwierzęta parku, to dlaczego nikt ich tam realnie nie zatrzymuje?

W oficjalnych odpowiedziach Woliński Park Narodowy podkreśla, że dziki są zwierzętami dzikimi, własnością Skarbu Państwa, a działania Parku ograniczają się do regulacji populacji na terenie WPN. Z kolei Międzyzdroje odpowiada, że problem dotyczy Parku. W efekcie dziki pozostają „niczyje”, a mieszkańcy zostają z rozkopanymi i zniszczonymi ogrodami.

Tymczasem pytanie, które zadają mieszkańcy, jest znacznie prostsze niż urzędowe wywody:
dlaczego dziki nie mają zapewnionego żerowania w lesie, zanim dotrą do miasta?

Jeżeli jak twierdzi Park populacja dzików koncentruje się głównie na jego terenie, to naturalnym rozwiązaniem byłoby tworzenie paśników i miejsc dokarmiania na obrzeżach kompleksów leśnych, w rejonach takich jak Wapnica, Lubin, Zastanie czy w strefach buforowych bliżej lasu, a nie kilkaset metrów od domów. Dziki jak każde zwierzę idą tam, gdzie jest łatwo i gdzie jedzenie leży pod nosem. A w mieście leży.

Brak takich działań sprawia, że zwierzęta uczą się jednego schematu: las jest pusty, miasto pełne. Trawniki, śmietniki, ogródki to dziś dla dzików bardziej opłacalna stołówka niż naturalne żerowiska. I nie zmienią tego ani komunikaty o „niedokarmianiu”, ani przerzucanie odpowiedzialności między instytucjami.

Nie chodzi o odszkodowania. Chodzi o zapobieganie.
Jeżeli Woliński Park Narodowy zarządza przyrodą na swoim terenie, to powinien również aktywnie ograniczać migrację dzików do miejscowości. A jeżeli dziki regularnie pojawiają się w zabudowie, to również samorząd nie może udawać, że problem go nie dotyczy.

Bo dziś jedynym stałym elementem tego systemu jest to, że dziki przychodzą do miasta, wsi i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kluczowy problem polega na tym, że dziś nikt realnie nie zarządza migracją dzików, tylko każdy zarządza… swoją odpowiedzialnością. Woliński Park Narodowy mówi o ochronie przyrody i kompetencjach ustawowych, samorząd o granicach Parku, a dziki w tym czasie konsekwentnie robią swoje. A one kierują się wyłącznie prostą logiką - idą tam, gdzie jest łatwo, spokojnie i gdzie jedzenie leży pod nosem. Skoro więc w lesie żeru brakuje, a w mieście są trawniki, ogródki, śmietniki i kompostowniki, to wybór jest oczywisty.

Tymczasem istnieją rozwiązania, które nie polegają ani na straszeniu mieszkańców, ani na przerzucaniu się pismami. Podstawą jest stworzenie realnych stref buforowych jeszcze zanim zwierzęta dotrą do pierwszych zabudowań. Mowa o świadomie zaplanowanych żerowiskach i paśnikach ulokowanych głęboko po stronie lasu, w miejscach naturalnych tras migracji, a nie przypadkowo. Takie punkty nie „przyciągają” dzików do miasta czy wsi one je zatrzymują wcześniej. Jeżeli dzik znajdzie po drodze bezpieczne i stałe źródło pożywienia, nie ma żadnego powodu, by ryzykował wejście między ludzi.

Drugim elementem, który dziś praktycznie nie istnieje, są strefy nieatrakcyjne pomiędzy lasem a zabudową. Otwarta, wykoszona przestrzeń, pozbawiona krzewów i miejsc schronienia, działa na dziki odstraszająco. Zwierzęta te unikają odsłoniętych terenów, na których czują się niepewnie. Takie pasy ochronne można tworzyć bez wielkich nakładów finansowych, ale wymagają one współpracy - zarówno po stronie Parku, jak i gminy.

Równie istotne są działania zapachowe i sensoryczne, prowadzone systemowo, a nie doraźnie. Dziki szybko uczą się ignorować pojedyncze straszaki, ale reagują na stałą presję zapachową, zwłaszcza jeśli jest zmienna i stosowana na całych odcinkach, a nie w jednym punkcie. To rozwiązania znane i stosowane w Europie, również w obszarach chronionych - pod warunkiem, że ktoś je konsekwentnie prowadzi, a nie testuje przez tydzień.

Nie sposób pominąć także tematu regulacji populacji. Skoro Park przyznaje, że odstrzał redukcyjny jest prowadzony, to kluczowe znaczenie ma nie sama liczba, lecz miejsce i cel tych działań. Ograniczanie osobników migrujących w kierunku zabudowy ma zupełnie inny efekt niż „statystyczna” redukcja rozłożona w czasie. Bez powiązania odstrzału z realnymi trasami przemieszczania się stad, efekt zawsze będzie krótkotrwały.

Osobną odpowiedzialność ponosi miasto Międzyzdroje, bo nawet najlepiej zaplanowane działania w lesie nie zadziałają, jeśli przestrzeń miejska pozostanie otwartą stołówką. Niezabezpieczone śmietniki, resztki jedzenia, dzikie kompostowniki czy brak realnych reakcji na dokarmianie zwierząt sprawiają, że dziki uczą się jednego w mieście jest bezpiecznie i opłacalnie. I dopóki to się nie zmieni, żadne komunikaty ani apele nie przyniosą efektu.

To wszystko wymaga jednego, czego dziś wyraźnie brakuje wspólnego planu działania. Nie wymiany pism, nie komunikatów prasowych, ale uzgodnionej strategii: kto odpowiada za strefy buforowe, kto za żerowiska, kto reaguje, gdy dziki pojawiają się przy pierwszych domach w miejscowościach takich jak Wapnica czy Lubin itd.. Bez tego zawsze będzie tak samo - Park wskaże granice, miasto kompetencje, a mieszkańcy zostaną z rozkopanymi ogrodami.

Bo prawda jest brutalnie prosta: jeżeli las jest pusty, a miasto pełne jedzenia, dziki zawsze wybiorą miasto. I to nie jest problem przyrody. To jest problem zarządzania.

Źródło: https://www.ikamien.pl/artykuly/46306/